Działalność w organizacji studenckiej jest podobna do randki

Poniedziałek, wieczór. Jem kebaba. Czuję się zmęczony i szczęśliwy. Jestem zmęczony nie psychicznie, a fizycznie, bo cały weekend spędziłem na MTC organizowanym przez organizację studencką AEGEE-Kraków. Trzydniowy “maraton” super ciekawych wykładów, case studies i bardzo wesołych tematycznych imprez w  otoczeniu pięknych ludzi.

Teraz też wyszedłem z zajęć z angielskiego, którego uczę się dzięki Darmowym Konwersacjom Językowym (także projekt AEGEE-Kraków), gdzie przez półtorej godziny rozmawialiśmy po angielsku.  Nie tylko nauczyłem się czegoś nowego, ale też za darmo :). A szczęśliwy jestem dlatego, że zajmuję się tym,  co bardzo mi się podoba. Jak możesz zrozumieć – dotyczy to również AEGEE.

Jem więc sobie kebaba i wpadam na pomysł, że działalność w organizacjach studenckich (i wolontariat jako całość) jest bardzo podobna do relacji z dziewczyną lub facetem (w zależności od preferencji osobistych). Ścieżka wolontariusza w dowolnej organizacji jest podobna do randki. Od samego początku poznajecie się nawzajem, dowiadujesz się o preferencjach, poglądach na życie. Wtedy coś się dzieje i już wiesz dokładnie, czy te stosunki są na jeden raz czy na dłużej. Tak stało się i ze mną.

Jestem obcokrajowcem i kiedy przyjechałem do Krakowa miałem tutaj dokładnie jedną przyjaciółkę. Jestem bardzo towarzyską i aktywną osobą, więc zacząłem szukać jakiegoś wolontariatu. Próbowałem zostać wolontariuszem w  kilku stowarzyszeniach, jednak nic mi nie odpowiadało. W końcu przypomniałem sobie, że koleżanka z mojego miasta kiedyś powiedziała mi coś o AEGEE. „Okej, trzeba spróbować”. Przyszedłem na spotkanie ogólne AEGEE-Kraków (odbywa się ono w każdy czwartek i wstęp jest wolny dla wszystkich chętnych). Po spotkaniu wszyscy zawsze udają się gdzieś w celu integracji.

„Dobrze, muszę zostać do końca.”

Przyszliśmy do baru, wziąłem sobie piwo, stoję pod ścianą i patrzę, co się dzieje. Ale po 2 minutach ktoś przyszedł do mnie i zaczął pytać kim jestem, jak mam na imię i tak dalej. W rezultacie, pod koniec imprezy nie było żadnej osoby, z którą nie pogadałem (na integracji  było około 20-30 osób). Ciekawie. Wszysсy są tacy mili i otwarci. Okej, zobaczymy. Pierwsza “randka” poszła dobrze 🙂

Dalsze relacje rozwijały się powoli. Chodziłem głównie na integracje i na spotkania tylko jednej grupy roboczej (a jest ich dużo). To był miły “związek”, ale nic poważnego. Ale pewnego razu pojechałem na Fresh’aTrzy piękne dni z napiętym harmonogramem, które spędziłem z maksymalną korzyścią. Zrozumiałem, że nasz “związek” przeszedł na nowy poziom.Po Freshu zacząłem uczestniczyć w spotkaniach wszystkich, absolutnie wszystkich, grup roboczych we wszystkich obszarach AEGEE-Kraków. Teraz codziennie robię to, co lubię i robię to z wielką przyjemnością, a nie tylko chodzę na studia.

 

Poniedziałek, wieczór. Jem kebaba. Czuję się zmęczony i szczęśliwy. Wczoraj wróciłem z MTC i teraz wyszedłem z zajęć angielskiego… I wiesz co? Zaczęliśmy żyć razem, jeśli rozumiesz, co mam na myśli 😏

Przyjdź i Ty na spotkanie ogólne w ten czwartek. To może zmienić twoje życie!