Liczą się szczegóły

Ten zegar musi być zepsuty. Wskazówki chodzą za wolno. To niemożliwe, że minęło tylko 12 minut. Sprawdzasz telefon. Z zegarem wszystko jest ok. Naprawdę minęło dopiero 12 minut tego wykładu. 

Rozglądasz się po sali i widzisz kilkanaście zmęczonych twarzy, w większości skierowanych w dół. Część wpatrzona w telefony, ze trzy osoby czytają książki, dwie z przodu sali zacięcie notują każde słowo wykładowcy.

Po 1,5 godziny, gdy idziesz korytarzem na kolejne, najdłuższe w twoim życiu zajęcia, spotykasz Mateusza. Dawny znajomy z kierunku, nie widzieliście się całe wakacje! Umawiacie się na czwartek na piwo. Na odchodnym pyta cię jeszcze, co teraz masz, ale nie możesz sobie przypomnieć nazwy przedmiotu.

Życie i studia w ogóle

Środy są ciężkie. Cały dzień zajęć, od 8 do 18 z krótką przerwą na obiad. Albo jakiś inny posiłek, który zastąpi ci obiad. Wracasz do mieszkania, rzucasz torbę w kąt i idziesz do kuchni zrobić sobie kanapki. Otwierasz lodówkę. No tak. Zrobisz sobie kanapki z samym chlebem. Zirytowany wychodzisz szybko do osiedlowego, kupujesz ser i pomidor, i wracasz. Robisz sobie te kanapki, zalewasz herbatę i siadasz do kompa.

Coś mógłbyś zrobić. Nawet masz plany na coś konstruktywnego, ale włączasz fejsa, bezmyślnie przesuwasz tablicę z informacjami, które na pewno niczego w twoim życiu nie zmieniają. Krzysiek przesyła ci jakiś filmik na You Tube. Niby śmieszny, więc wchodzisz. Kolejne dwie godziny spędzasz na oglądaniu filmików, których rano nie będziesz nawet pamiętał.

Właśnie. Idziesz spać, bo już trochę późno, a rano znowu musisz wstać wcześnie.

Życie i studia w szczególe

W czwartek idziecie na piwo całą ekipą. Dołączają znajomi z zeszłego roku, nie widzieliście się przez wakacje. Z niektórymi nawet dłużej. Dwie osoby dopiero poznałeś, to znajomi Mateusza. Rozmowa schodzi na wspomnienia z ostatnich miesięcy, więc każdy zaczyna opowiadać o swoich mega akcjach.

Stuknęło mi ostatnio ponad 20 000 km przejechanych stopem i ponad 20 odwiedzonych państw! – opowiada Mateusz – Takie podróżowanie jest najlepsze, mówię Wam. A pamiętam do dziś, jak to się zaczęło. Po jednym ze spotkań AEGEE poszliśmy na dłuższą integrację przy piwku i w trakcie wpadł nam do głowy szalony pomysł, żeby pojechać w tym momencie autostopem do Berlina! Trzy godziny później stałem trzema Aeżakami na wylotówce z Krakowa, łapiąc pierwszego w życiu stopa.

Ja przed wakacjami zrobiłam chyba najbardziej hardcorową rzecz w swoim życiu! – chwali się Ania – Do Spring Agory Kraków ogarnęłam  ponad 100 wolontariuszy, którzy mieli działać przez kilka dni tej konferencji. Mało się spało, niewiele jadło, ale jeszcze porobiłam kilka rzeczy i cztery dni przed Agorą się obroniłam! Jeśli ktoś Wam powie, że organizacje studenckie świetnie uczą zarządzania czasem i zadaniami, to możecie mu śmiało uwierzyć!

A kto był na Agorze w Catanii? Opening Ceremony, pamiętacie? – pyta się Edyta – Gabriele, prezydent AEGEE Catania poprosił, żeby wszyscy wyciągnęli telefony i włączyli latarki. Wtedy zgasili światła i puścili mój ulubiony kawałek Coldplay „A sky full of stars”. To było przepiękne, w życiu tego nie zapomnę!

Ja pamiętam takiego FRESHa, jak z resztą organizatorów musieliśmy szybko ogarnąć salę przed kolejnymi warsztatami. Puściliśmy głośno muzykę, śpiewaliśmy i w trzy minuty było po sprzątaniu – wspomina Oliwia – I jakoś tak wyszło, że zrobiliśmy potem z 10-osobowego „group huga”… To taki dziwny moment był, ale wtedy poczułam, że jesteśmy świetnie zgraną drużyną. Wiecie, ucieszyłam się mocno, że mogę być tego częścią.

Gdy przychodzi twoja kolej, nie za bardzo wiesz, co masz powiedzieć. Twoje wyblakłe wspomnienia z podobnych do siebie, wakacyjnych dni wypadają słabo przy przygodach znajomych. W sumie to nie możesz sobie przypomnieć niczego szczególnego nawet z ostatniego tygodnia.

Trochę zmieszany, a trochę zasmucony wyciągasz więc telefon i pokazujesz śmieszny filmik od Krzyśka. Nie był taki zły.

 

 

*Wszystkie wspomnienia są prawdziwe i należą do członków AEGEE.